poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Zanim odpuścisz trening - 5 obowiązkowych pytań :)

Tak się składa, że człowiekiem jestem i wszystko co ludzkie jest mi dobrze znane. Pomimo tego, że na myśl o czekającym mnie treningu czuję się jak na nielegalnym dopingu (czyt.doskonale ;) ), dni kiedy leniwiec rozgaszcza się na moich plecach bez żadnych protestów, mam i ja. Co wtedy robię? Wierzcie lub nie, ale siadam na karnym jeżyku i przeprowadzam krótką rozmowę z moim alter ego (Szisza mi świadkiem ;) ).

Poniżej zostawiam listę 5-ciu pytań magicznych, które powinnaś/powinieneś sobie zadać w chwili, gdy zaatakuje Cię myśl o zrezygnowaniu z treningu.`


1. Czy będę żałować swojej decyzji?

Wśród ogromu obowiązków i codziennego pierdolnika (sorry, czasem trzeba nazwać rzeczy po imieniu) myśl o odpuszczeniu treningu w zamian za chwilowy stan słodkiego nicnierobienia, jest kusząca. Jednak najczęściej, jak i nie zawsze, produktem ubocznym takiej decyzji jest żal za grzechy. Trening to nie kara, ani przymus. To jeden z przyjemniejszych punktów w rozkładzie dnia. Naładuje Twoje baterie endorfiną, nakręci pozytywnie na ciężki dzień lub zresetuje po. Tę kluczową myśl musisz dopuścić do głosu, gdy najdzie Cię nieodparta chęć, aby z niego zrezygnować.


2. Czy istnieje realny powód?

Marvel nas nie stworzył, ze stali nierdzewnej też nie jesteśmy i czasem trzeba odpuścić, fakt. Bo kontuzja, bo bakteria, która od tygodnia męczy upierdliwym przeziębieniem czy inne poważne cholerstwa.
Jeśli jednak zwyczajnie ogarnęły Cię wszystkie możliwe stany lenistwa i braku motywacji, przypomnij sobie jak się czujesz po treningu – you feel like a boss – innej opcji nie ma i dobrze o tym wiesz.


3. Jak odpuszczenie treningu wpłynie na realizację moich celów?

“Systematyczność, systematyczność i jeszcze raz samodyscyplina :) Powtarzaj sobie jak mantrę. To klucz do sukcesu, najlepszych wyników i Twojej satysfakcji, która przestanie mieścić się w skali.” - Pamiętasz? Tak popisywałam się swoją mądrością w artykule “Znokautuj lenia endorfiną” i całkiem dobrze mi to wyszło - się chwalę się ;)
Przypomnij sobie swoje cele, powody dla których ćwiczysz, o tym jak daleko już zaszłaś/zaszedłeś. Czy robienie kroku w tył się opłaci? Nie i już!


4. Który to trening w tygodniu i jak jego brak wpłynie na mój dzień?

Jeśli to poniedziałek, bitch please.. nie ma dyskusji, idziesz ćwiczyć! :) Jeśli koniec tygodnia czai się za rogiem, pomyśl ile już razy ćwiczyłaś/eś i czy wykreślenie treningu z planu dnia rzeczywiście jest dobrym posunięciem. Jeśli taka decyzja pozwoli Ci do tego stopnia nadrobić istotne zaległości prozy życia, żeby następnego dnia na pełnym chillu śmignąć ćwiczyć, masz zielone światło. Jeśli natomiast istnieje choć cień ryzyka, że takim sposobem uruchomisz efekt domina i o kolejnym treningu pomyślisz, gdy znów bociany do kraju będą zlatywały - idź ćwiczyć. Niczego nie nadrobisz i będziesz żałować jak nigdy, że energii zmarnowanej na wymówki nie spożytkowałaś/eś podczas treningu.


5. Czy dam radę odrobić trening?

Wyobraź sobie, że dałaś/eś za wygraną, trening odpuszczony. Jak go nadrobisz? Pójdziesz ćwiczyć po pracy? Wieczorem przed snem? Czy machniesz dłuższy następnego dnia? - odradzam, ryzyko parcia na ilość, nie jakość.
Co jest lepsze? Czy przypadkiem nie skończy się zwyczajnym olaniem tematu?
Jeśli w danym dniu nie masz czasu na swój standardowy (załóżmy godzinny) trening, zmień plan. Skoro nie masz chęci/czasu na siłownię, idź pobiegać - strzel interwały. Bieganie też odpada? Poćwicz w domu - 30, 15, a nawet 4 minutowy trening typu tabata znacznie zwiększy ilość endorfin na Twoim twardym dysku. 



Nic nie przychodzi łatwo, w końcu life is brutal ;) Znacznie prościej jest zrezygnować z treningu niż się do niego zmobilizować. Zatem trzeba czasem strzelić sobie porządnego kopa w tyłek, rzucić w eter mocne i konkretne “ciśnij pompki paziu”, aby słupek automotywacji wyskoczył z kapci.

Dla niektórych w/w pytania to paranormal activity, dla innych przydatne koło ratunkowe.

Bez względu na wszystko pamiętajcie, że grunt to nie rezygnować, nie poddawać, nie dać się ponieść chwilowej fali zniechęcenia i dzielnie walczyć ze wszystkimi, podstępnymi taktykami lenistwa ;)

6 komentarzy:

  1. hell yes! dzisiaj nie odpuściłam, choć leń rozrastał mi się w tyłku :}} endorfiny rullez ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja Ci już pisałam, że Cię uwielbiam? Nie? To piszę teraz, na głos i publicznie: uwielbiam Cię i Twoje komentarze :D :*

      Usuń
  2. Mi szarlotka dała takiego powera, że czuję drgania każdego mięśnia nóg ��
    Pozdro ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta szarlotka będzie mi się po nocach śniła ;) Ściskam :*

      Usuń
  3. Normalnie se tego posta wydrukuję i powieszę ... Potrzebuję mnóstwa motywacji, robię ostatnie podejście do regularnych treningów. I albo mi się tym razem uda, albo gruba umrę... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drukuj Kochana, drukuj :) Jeśli będzie to dla Ciebie motywacją :) Ja wierzę, że Ci się uda. Trzymam mocno kciuki i życzę Ci wytrwałości, systematyczności i satysfakcji z efektów :)

      Usuń