środa, 14 sierpnia 2019

Akcja: ruszaj się! - Krok II

Krok II - nie siedź tyle!


Zdecydowanie za dużo siedzimy. A co gorsza bardzo często siedzimy “byle jak”. Nasz kręgosłup wtedy cierpi, bolą plecy, fundujemy sobie wszelkiej maści nieprawidłowości, zwyrodnienia kręgosłupa i wady w postawie ciała.

Jak pisze Kelly Starrett “sitting is the new smoking”.. tak, niestety...bo poniekąd jesteśmy uzależnieni od krzesła.





Stanie jest zdrowe. Korzystnie wpływa nie tylko na nasze ciało ale i na naszą psychikę. W pozycji stojącej organizm otrzymuje sygnał do działania, jesteśmy bardziej kreatywni, zwiększa się nasza koncentracja i zdolność myślenia

Więcej stoisz - więcej zrobisz. To nie mój wymysł, tylko pewnej mądrej głowy, która przeprowadziła na ten temat badania.

Ponadto, stojąc w neutralnej pozycji mniej obciążamy kręgosłup i stawy biodrowe, niż gdy siedzimy. Stojąc zmuszamy nasze mięśnie do pracy, a to zapobiega ich osłabieniu.

Mniej siedzenia = więcej ruchu = więcej spalonych kalorii. Proste? Proste.

Tak więc:

  • gdy masz siedzącą pracę wstań raz na jakiś czas (najlepiej raz na 1h), rozprostuj kości i przespaceruj się po biurze. Nie chodzi o trzaskanie maratonu. Przejdź się po szklankę wody, zrób sobie herbatę, podejdź do okna i dotleń się przez chwilkę. Po prostu rusz dupkę z krzesła i zrób kilka kroków. A jeśli Twoje miejsce pracy jest do tego przystosowane - popracuj chwilę na stojąco
  • w autobusie lub tramwaju - nie siadaj. Stojąc spalisz więcej kalorii
  • wstawaj i spaceruj za każdym razem, gdy szperasz w telefonie i gdy rozmawiasz przez telefon
  • staraj się wykonywać codzienne czynności na stojąco, jeśli to tylko możliwe

czwartek, 18 lipca 2019

Zaczynamy akcję: ruszaj się! - Krok I


W czym tkwi problem? Nie ruszamy się! Nasza codzienna aktywność jest na bardzo niskim poziomie. Ostatnio zbyt wiele razy słyszę, że znacznie łatwiej zmobilizować się Wam do zrobienia jakiegoś treningu (najlepiej w domu), niż wyjść codziennie na (przynajmniej) 30-to minutowy spacer. Prawda jest taka, że trening 2-4 razy w tygodniu nie zrobi z nas osób aktywnych. Można ćwiczyć systematycznie kilka razy w tygodniu i być osobą mniej aktywną niż ta, dla której ruch w ciągu dnia to codzienna rutyna - spaceruje, jeździ do pracy rowerem (nie, nie elektryczne hulajnogi się nie liczoo) lub chodzi na pieszo i.t.p.


Więcej ruchu w ciągu dnia to więcej wygenerowanej energii, a co za tym idzie, więcej spalonych kalorii. Ruch to zdrowie! Poprawicie swoje samopoczucie i kondycję Waszych organizmów.


Tak więc zaczynamy!


Krok I - schody zamiast windy




Gdy tylko macie wybór, omijajcie windę i ruchome schody szerokim łukiem. Jeśli mieszkacie na 10,15 czy 20 piętrze, wejdźcie kilka pięter schodami, resztę podjedźcie windą; zakładając, że co jakiś czas będziecie zwiększać liczbę pięter, na które wejdziecie o własnych siłach. Proste? Proste!

No to frru!

Jeśli tylko macie ochotę, chwalcie się w komentarzach pod tym postem, w komentarzach lub w wiadomości prywatnej na FB, ile pięter zaliczacie w ciągu dnia. #enjoy!


Kolejny krok do większej aktywności poza treningowej niebawem. Tak więc stay tuned!

środa, 8 maja 2019

Słodko a bez cukru - 4 szybkie, smaczne, zdrowe przepisy


Łapcie kilka pomysłów na słodkie posiłki. Słodkie ale bez dodatkowego cukru ma się rozumieć. Większość z nich znajdziecie na moim FB i Instagramie. Ale pomyślałam, że warto czasem zebrać kilka takich ciastków i wrzucać post na bloga. O!

Przyznaję, że bardzo często wrzucam na widelec jeden posiłek “na słodko”, najczęściej jest to śniadanie. Kto mnie śledzi od jakiegoś czasu ten wie, żem jest omletowy potwór, hue hue. Ale spokojnie, nie samym omletem człowiek żyje, znajdziecie tu inne delicje. A i coś “na słono” czy tam wytrawnie się za jakiś czas znajdzie ;)

Co mi dają takie dania “na słodko”? Po pierwsze to pełnowartościowe, zdrowe posiłki, tak więc nie futruję się "pustymi kaloriami", a po drugie i najważniejsze mocno redukują chęć na słodycze. Taki zabieg pomógł mi ograniczyć do minimum sięganie po słodycze ze sklepowych półek.

No, kiedyś się żarło ciastki maślane maczane w Nutelli. Jednak w końcu poszłam po rozum do głowy, bo cukier w moim krwiobiegu zapewne przekraczał europejskie normy. A i od samego czytania etykiet tych wszystkich frykasów można się było skichać z wrażenia.

To były czasy, gdy byłam jeszcze nieświadomym prosiakiem (historię tego pseudonimu może kiedyś zdradzę publicznie) przekonanym, że wciągając płatki fitness z mlekiem na śniadanie i dopychając jogurtem owocowym, jestem miszczem zdrowego odżywiania. Ale, ale to było dawno i nieprawda, dlatego spuszczę kurtynę milczenia i przejdę do konkretów.



Racuchy waniliowe - zamiast ciacha na podwieczorek




1 opakowanie budyniu waniliowego (bez cukru)
2 łyżki mąki kokosowej (takie czubate)
2 jajka
ok. 250 ml mleka roślinnego (u mnie ryżowe)
30 g odżywki białkowej waniliowej (można pominąć)
1 duże jabłko
cynamon
kardamon
ulubione dodatki (u mnie jabłko prażone z cynamonem, migdały i wiórki kokosowe)

Budyń, mąkę kokosową, jajka, mleko, odżywkę białkową i kardamon wrzuć do miski i dokładnie wymieszaj (możesz zblendować). Odstaw na około 10 minut. W tym czasie upraż ½ jabłka na małej ilości np.oleju kokosowego i dodaj cynamon. Drugą połówkę jabłka zetrzyj na tarce.

Po 10 minutach przemieszaj wcześniej przygotowaną masę (jeśli jest za rzadka dodaj trochę mąki kokosowej, jeśli za gęsta dolej mleka). Dodaj starte jabłko i wymieszaj. Smaż racuchy na dobrze rozgrzanej patelni. U mnie miarką była łyżka stołowa, tj. 1 racuch=1 łyżka. Racuchy dobrze się też pieką więc można je wrzucić na papier do pieczenia i fruu do piekarnika na 180 stopni :)



Pieczone placki twarogowe




250 g sera białego półtłustego
50 g mąki ryżowej (u mnie z ryżu brązowego)
30 g mąki kasztanowej
1 jajko
1 duży dojrzały banan
odrobina mleka roślinnego (u mnie ryżowe)
cynamon, kardamon (wedle uznania)
1 duże jabłko
orzechy (u mnie migdały i włoskie)

Do miski wrzuć twaróg, mąkę ryżową i kasztanową, wbij jajko i dolej odrobinę mleka roślinnego. Wszystko razem połącz przy użyciu widelca (możesz użyć blendera). Dorzuć banana i znów wszystko razem wymieszaj tak, aby uzyskać jednolitą masę.

Na blachę wyłóż papier do pieczenia, piekarnik rozgrzej do 180 stopni C. Wykładaj placki na blachę, moją miarką była duża łyżka tj. 1 łyżka = 1 placek. Piecz około 30 minut.

Następnie zetrzyj na tarce o grubych oczkach jabłko, wrzuć do małego garnuszka z małą ilością oleju kokosowego i podsmaż chwilkę, przypraw cynamonem i kardamonem. Gdy placki się upieką, wrzuć na nie jabłko, pokruszone orzechy i gotowe, można wcinać :)



Lekka jaglanka




60 g kaszy jaglanej
1/2 średniej wielkości banana
1/2 gruszki
1 jogurt skyr naturalny
ok.10 g migdałów
ok.8 g słonecznika łuskanego
odrobina mleka ryżowego
cynamon

Co zrobić: kaszę ugotuj na wodzie i dosyp cynamonu, pod koniec wrzuć pokrojonego w kostkę banana i dolej mleko ryżowe, jeszcze chwilę gotuj. Do miseczki wrzuć jogurt skyr, pokrojone migdały, pokrojoną gruszkę i słonecznik. Dorzuć ugotowaną kaszę, wymieszaj i wcinaj.

Moja porcja miała ok.513 kcal w tym ok. 30 g białka ok.11 g tłuszczu i ok.70 g węglowodanów. Oczywiście gramaturę składników dobierzcie pod swoje zapotrzebowanie.



Omlet na słodko z warzywami




mąka ryżowa (ok.40 g)
mąka kokosowa (ok.10 g)
2 jajka
odrobina mleka roślinnego
świeży szpinak (garść)
mała marchew
figa suszona
cynamon
kardamon
1/2 jabłka

Działamy: zmieszaj mąki, dodaj jajka, kardamon i odrobinę mleka. Wymieszaj. Zetrzyj na tarce marchew, posiekaj drobno szpinak i figę. Dodaj do masy i wymieszaj. Smaż omlet np.na oleju kokosowym pod przykryciem. W osobnym garnuszku na oleju kokosowym podpraż pokrojone jabłko z cynamonem. Gdy omlet będzie gotowy dorzuć na górę jabłko i można wcinać.
Gramaturę składników dobierz pod swoje zapotrzebowanie.

Mój omlet ma około 480 kcal w tym około: 23 g białka, 18 g tłuszczu, 57 g węglowodanów



Smacznego! :)




piątek, 23 marca 2018

Słodycze na legalu


Co tam słychać w Waszych talerzach? Jeśli słodycze skaczą Wam po głowie i spędzają sen z powiek, zostawiam Wam listę “ciastek” na legalu, po które można sięgać bez wyrzutów sumienia. Możliwe, że je doskonale znacie i wiecie, że najlepsze w nich jest to, że nie zawierają cukru (za wyjątkiem jednego, wytłumaczę się później ;)), syropu glukozowo-fruktozowego i innych dzikich precli, zupełnie nikomu do zdrowia niepotrzebnych. Sama wciągnę czasem jednego z nich (czasem...albo i częściej ;)). Pomimo tego, że większość zlepiona jest z suszonych owoców i orzechów, smaki są różnorodne i myślę, że każdy coś śmiało dla siebie wybierze.

Muszę to dodać, żeby nie było… Każdy z proponowanych zamienników standardowego słodycza zawiera cukry proste (pochodzące głównie z suszonych owoców) i swoją kaloryczność. Tak więc nie traktujmy ich jak zielone światło do jedzenia większej ich ilości tylko dlatego, że są zdrowe. To zawsze, jakby nie było dodatkowa kaloria na naszym liczniku, także wszystko z głową ;)

No to lecimy.


Batony Legal Cakes




Nieprzypadkowo otwierają listę, bo bez wątpienia stoją na czele stada moich ulubionych batonów. Są ręcznie robione, mają przeróżne smaki, które są wynikiem niebanalnej kompozycji składników. No niebo w pysku, serio. Minusem (dla mnie) jest jedynie to, że niektóre mają w składzie słodzik, nie jestem fanką. Jednak raz na jakiś czas, gdy zjemy słodzik szlag nas raczej nie trafi ;) Skład batonów ze zdjęcia:

Orzechowo-czekoladowy: banan, orzechy włoskie, czekolada (miazga kakaowa minimum 70%, substancja słodząca: erytrol - niska kaloryczność, nie powoduje problemów gastrycznych, nie jest metabolizowany przez organizm, niski IG, uznany za bezpieczny jednak stosować z umiarem ponieważ może doprowadzać do zaburzeń funkcjonowania systemu sytości i głodu), płatki jaglane, odżywka białkowa wegańska (izolat białek grochu, izolat białek ryżu), mąka jaglana, daktyle, płatki gryczane, pestki dyni, pestki słonecznika, pistacje, sezam, syrop klonowy, sok z cytryny, cynamon

Chiacho: mąka migdałowa, nasiona chia, orzeszki arachidowe, odżywka białkowa o smaku waniliowo-orzechowym, olej kokosowy, czekolada (miazga kakaowa minimum 70%, substancja słodząca: erytrol), substancja żelująca: agar (substancja naturalna, bezpieczna, w nadmiarze może wywołać wzdęcia lub reakcje alergiczne)

Inne smaki to m.in:

Big Bunny marchewkowo-dyniowy z kremem orzechowo-figowym, Brownie z czerwoną fasolą i czekoladą, Karmelovy bakaliowy w polewie czekoladowej (jeden z moich ulubionych), Koko baton kokosowy w polewie czekoladowej, Owocowo-czekoladowy, Piernik baton bananowy z powidłami śliwkowymi, Red Velvet buraczano-bananowy w polewie czekoladowej, Sneaky baton pralinowy z orzechami nerkowca i gorzką czekoladą, Szarlotkowy baton bananowo jabłkowy, Szyszka baton bananowo-kakaowy z ziarnami zbóż, L’Oreo baton kakaowy z nadzieniem kokosowym.

Batony można dorwać w kawiarniach Legal Cakes w Warszawie, Gdańsku, Łodzi, Wrocławiu; na ich stronie internetowej i od niedawna w marketach Carrefour Express, na ten moment tylko tych w Warszawie.




Batony Zmiany Zmiany




Moje pierwsze, pierwszejsze batony, zdrowe batony na jakie trafiłam i ubóstwiam niezmiennie od dłuższego czasu. Skład batonów widocznych na zdjęciu:

Kosmos: daktyle, figi, orzechy nerkowca, migdały, słonecznik, kakao

Lewy sierpowy: daktyle, figi, orzechy nerkowca, migdały, słonecznik, jagody goji

Kompas: orzechy ziemne (z upraw ekologicznych), daktyle, orzechy laskowe

Jest jeszcze kokosowa Aloha, malina-spirulina czyli Petarda, dwa Urwisy - bananowy i jabłkowy. Niebawem do tej ekipy dołączy nowość kawowy Agent Cooper i roślinny, proteinowy (22g białka) o chwytającej za bicka nazwie - Sztanga, can’t wait!

Batony można złapać w wielu sklepach i marketach. Widziałam je w sklepach eko, ale i w Carrefourze. Zakupy możecie zrobić na stronie internetowej zmianyzmiany.pl tam też znajdziecie listę stacjonarnych sklepów, gdzie owe cuda są dostępne.




Produkty od Cocoa




Kolejne moje ukochane :) W ofercie rozwalające system czekolady (m.in. surowa czekolada z jagodami goji, surowa czekolada wiśnia acai, surowa czekolada cappuccino migdałowe z morwą, czekolada kokosowa, biała z pistacjami i solą, biała cynamonowa, biała z wiśniami… aj i inne. Ponadto orzechy i owoce w czekoladzie. Skład zawsze świetny, można kupować bez wahania. Skład produktu ze zdjęcia:

Orzechy nerkowca w czekoladzie kawowej: czekolada 50% (nieprażone ziarno kakaowca, cukier z kwiatu palmy kokosowej, tłuszcz kakaowy, kawa mielona, wanilia Bourbon), orzechy nerkowca 50%

O cukrze kokosowym już pisałam, teraz tylko krótko dla przypomnienia: jego kaloryczność jest zbliżona do kaloryczności cukru białego, jednak jego indeks glikemiczny jest znacznie niższy (różne źródła podają, że to 35), niż indeks glikemiczny cukru białego (IG 70); w jego skład wchodzi m.in: potas, magnez, cynk, żelazo, witaminy B1, B2, B3, B6 i C; jednak nie traktujmy go jako ich źródło ;) Cukier kokosowy jest znacznie rozsądniejszym wyborem niż rafinowany biały, który wypada dość blado na jego tle.

Generalnie ciężko jest znaleźć czekoladę z bardzo dobrym składem. Z tego co pamiętam, gorzkie od Lindt dają radę, z tą różnicą, że sypią cukier biały. I niestety w ich smakowych czekoladach już niejeden czort w etykiecie siedzi. W przypadku produktów Cocoa Raw skład czeko zawsze jest miły dla oka, do tego mamy spory wybór smaków. Minus to cena...nie da się ukryć.

Produkty Cocoa Raw są dostępne w wielu sklepach (nie tylko tych ekologicznych) i marketach (stacjonarnych i internetowych); również możemy zrobić zakupy na stronie internetowej producenta rawcocoa.pl.




Warszawski baton



Jak dla mnie smak wiśnia jabłko mięta i truskawka z wanilią robią największą robotę. Każdy baton smakuje inaczej, nie każdy do mnie trafił. Skład batonów ze zdjęcia:

Truskawka i wanilia: płatki owsiane bezglutenowe, daktyle suszone, olej kokosowy, ksylitol, siemię lniane, wiórki kokosowe, wanilia, sól himalajska, woda.

Porzeczka i kokos: wiórki kokosowe, mąka jaglana, daktyle suszone, słonecznik, olej kokosowy, ksylitol (substancja słodząca), siemię lniane, porzeczka suszona, sól himalajska, woda

Inne smaki to:

Wiśnia jabłko mięta, ziarno kakaowca i bio pomarańcza, gryczany z sezamem i goji.
Jest i linia sport (do składu dorzucone białko wpc 80), a w niej dwa smaki: ziarno kakaowca i żurawina (ilość białka w porcji 60g - 11,5g) oraz figa i goji z miodem gryczanym (ilość białka w porcji 60g - 11,3g).

Gdzie można je dorwać? Widziałam w Carrefourze, sklepach eko, oczywiście na stronie internetowej producenta (batonwarszawski.pl), a tam też lista sklepów :)




Batony Dobra Kaloria




Nowa seria i ciekawe kombinacje smaków od Dobrej Kalorii bardziej do mnie trafia niż ich wcześniejsze propozycje batonów. Skład batonów ze zdjęcia:

Ziarna kakaowca: daktyle, orzechy nerkowca, migdały, ziarno kakaowca, kakao

Spirulina & cytryna: daktyle, orzechy nerkowca, migdały, cytryna liofilizowana, spirulina

Pozostałe smaki z nowej serii to: miechunka & chia, kakaowiec & mięta, goji & figa, pomarańcza & pyłek pszczeli. Każdy ma czysty skład, bez cukru, bez słodzików. Pysznie się zapowiadają!

Dostępne są w bardzo wielu sklepach, mniejszych osiedlowych, eko i marketach (tych internetowych też). Pewnie doskonale je znacie :)





Purella food



Dopiero niedawno przetestowałam ich produkty i serio totalnie się jaram, jaram bo to sztosik :) Figa z makiem (ze zdjęcia) jest świetna, cubes superfood snacks również. Batony jeszcze nie ruszone, ale nic straconego ;) Skład produktów ze zdjęcia:

Natural raw bites: figa z makiem: daktyle, figi, mak, chlorella (są jeszcze orzechowe)

Cubes superfood snacks: miechunka peruwiańska (zwana też złotą jagodą, rodzynkiem brazylijskim, bogata w wit.A, C, witaminy z grupy B, fosfor, wapń, żelazo) jagody acai, chlorella, surowe kakao, daktyle, komosa ryżowa, żurawina, otręby owsiane, migdały, orzechy nerkowca (to mix dwóch dostępnych smaków: złoto z Peru i kakaowe love)


Baton: daktyle, żurawina, morela, chlorella, orzechy nerkowca, siemię lniane (inne smaki: orzechy nerkowca & surowe kakao, chia & jagody goji & żurawina)

Dorwać je można w Rossmannie, marketach, w sklepach Żabka, Piotr i Paweł, Centrum oraz na stronie internetowej esantal.eu.




Bombus natural energy




Mój crash test tych batonów jeszcze nie liznął (nadrobię ;)), jednak z góry plus za brak słodzików :) Skład batona ze zdjęcia:

Raw energy cocoa & cocoa beans: daktyle, ziarna kakaowe, kakao

Inne dostępne smaki to: apple & cinnamon (daktyle, jabłka, cynamon),  coconut & cocoa (daktyle, kokos, kakao), maracuja & coconut (daktyle, kokos, zagęszczony sok z marakui - szkoda, że nie np. marakuja liofilizowana). Są i proteinowe: raw protein z bananem (ilość białka w porcji 50g - 20g), raw protein z orzeszkami ziemnymi (ilość białka w porcji 50g - 20,6g) i raw protein z ziarnami kakaowca (ilość białka w porcji 50g -20,8g). Tych proteinowych w stacjonarnych sklepach nie widziałam, nie wiem czy nie ma czy źle szukałam. W sumie to nawet nie szukałam, bo zwyczajnie w świecie nie wiedziałam o ich istnieniu (dopiero mi dziś internety powiedziały). Tak więc, nie jadłam (ubolewam), muszę nadrobić bo skład mają 100% pure & natural (w składzie białko roślinne: ryżowe).

Batony dostępne w Rossmannie, w większych marketach i na stronie internetowej producenta bombusenergy.pl





Batony i kulki mocy Be Raw





Próbowałam wszystkich batonów, ale nie wszystkie trafiły w me gusta. Największy uśmiech kubków smakowych spowodował Be Raw healthy snack (z masłem orzechowym, wiadomo) i Be Raw protein. Skład batona ze zdjęcia:

Be Raw protein: koncentrat białka serwatki 36%, daktyle, gorzka czekolada 14% (miazga kakaowa 86%, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, lecytyna rzepakowa, wanilia, śliwki 10%, surowe kakao 7%, wiórki kokosowe, proteinowe płatki (koncentrat białka serwatki, skrobia z tapioki), nasiona chia

Wiem, wiem jest cukier trzcinowy, jednak jak na batona proteinowego (w porcji 60g jest 22,8g białka) to jego skład jest zadowalający. Biorąc pod uwagę ile producenci wciskają śmieci do batonów proteinowych, ten jest jednym z pierwszych jaki znam, z tak czystym składem. Smak - no do mnie trafia. To dobra opcja gdy trening w planach, a w garach pusto. Baton pomaga wytrwać do posiłku.

Do gangu batonów należą jeszcze trzy inne smaki: Be Raw energy (daktyle, surowe kakao, migdały, wiórki kokosowe, chlorella), Be Raw superfood (daktyle, burak, migdały, słonecznik, siemię lniane, surowe kakao, Be Raw healthy snack (daktyle, masło orzechowe (orzechy arachidowe 100%), orzechy arachidowe).

Kulki mocy występują w trzech smakach: Be Raw vegan protein - mięta surowe kakao, Be Raw whey protein - surowe kakao sól himalajska (próbowałam, dają radę :) ) i Be Raw oriental boost - kurkuma, kardamon, cynamon.

Dorwać można chyba wyłącznie w Rossmannie i na stronie internetowej bebio.pl




Batony musli Nics




Tu było spore zaskoczenie, ponieważ wśród innych pseudo-zdrowych musli batonów na marketowej półce, na samym dole (ledwo można dostrzec) dorwałam takie rodzynki. Skład batona ze zdjęcia:

Baton z orzechami pekan, nerkowca i jagodami goji:
miód pszczeli, orzechy nerkowca, orzechy pekan, żurawina, migdały, jagody goji, rodzynki, śliwki, nasiona słonecznika, ekspandowane proso.

Inne smaki to orzechowy z ziarnami kakao, migdałami i czarną porzeczką oraz orzechowy z orzechami brazylijskimi, morelami i nasionami chia.

Batony upolowałam w markecie Carrefour, nie wiem gdzie jeszcze można je dostać, bo nasza znajomość trwa od niedawna.


Krótko na “do widzenia”


Na ten moment to tyle. Temat zdrowych, słodkich gotowców uważam za otwarty. Jeszcze będę szperać po sklepowych półkach z nadzieją, że znajdę coś pysznego i w rozsądnej cenie. Jeśli macie swoje ulubione i sprawdzone produkty, wrzucajcie w komentarzach, niech ujrzą światło dzienne ;)

piątek, 9 lutego 2018

"Are u beach body ready?", czyli koszmar każdego lata

Pewnie myślisz: “kopnięta dziewucha, ledwo luty wjechał w kalendarz, a ta już o lecie”. 

Ale co zrobisz, to temat rzeka i jak to ktoś, gdzieś w internetach mądrze napisał: “New Year. Same shit”, prawda? No, a jak! Tak więc z racji tego, że odliczanie do większego plusa za oknem zaczyna rosnąć w siłę, wszystkie “bikini challenge” i “forma do lata” mają się świetnie, a umrzeć śmiercią naturalną niestety nie jest im dane… Ja do upadłego maglować będę - bądź sobą, dbaj o siebie, żyj i nie daj się zwariować!



Żyjemy w dziwnych czasach, w których wszystko musi dziać się głośno i na pełnym afiszu. Sport to już nie zdrowie, to trend obowiązkowo wmiksowany w świat Kucyków Pony. Jak chodzę po instagramie (a chodzę często ;p) to łapię się za głowę, bo z każdego kąta wyskakuje “motywacyjne” selfie “fit foczki”, która postanowiła pochwalić się całemu światu, że właśnie... przykładowo - gotuje. No i w sumie spoko, czasem miło podpatrzeć co ktoś kładzie na talerz i zaczerpnąć inspiracji do swojej michy, ale… Ale! Całe przedsięwzięcie obowiązkowo musi się zadziać z kuprem na wierzchu, aby przypadkiem żadnym oczom nie umknęło wyrzeźbione mięsko na udzie (czego ja się czepiam, przecież każda z nas zawsze stoi przy garach w samych majtach). Dzień bez #checkform dniem straconym (przegląd obowiązkowo minimum trzy razy na dobę). I do pakietu tych niezawodnych “fit motywacji” (tak ku pokrzepieniu, żeby Ci się lepiej żyło): “forma do lata sama się nie zrobi”, przecież “lato się zbliża, masz 4 miesiące na to by ich nie zmarnować”, więc “zapier...trolololo, żeby osiągnąć swój cel”, bo “od siedzenia na kanapie dupy nie zrobisz”.
Nie wiem jak Wy, ja czuję przesyt. No nic tylko kaftan i pokój bez klamek.

Mało tego. Żeby Cię pocisnąć tak jeszcze bardziej, tfu co ja plotę, zmotywować i wspomóc proces przemiany z trola w Calineczkę, koniecznie wyzwanie. Lista długa, jest w czym wybierać, jedno się kończy - zaczyna kolejne. Nie wiem jak Was, ale mnie te klimaty zwyczajnie nie biorą. No bo co potem, gdy nastanie koniec tego geniuszu? Wyzwanie przeminie, myślisz: “yolo, przetrwałam/łem ten koszmar”... wtedy przychodzi tłusty czwartek i cały pierdolnik zaczyna się od nowa ;) Ale wiesz, zjedz tego pączka, bez wyrzutów sumienia, tylko wcześniej machnij trening, wlicz pączka w makro i zredukuj węgle tego dnia, tak żeby się przypadkiem nie odłożyło.. nie zapomnij też dołączyć do wyzwania “misja: spalamy czwartkowe pączki”. No dajcie żyć.

Rozumiecie o co mi chodzi? Tyle w tym ciśnienia, stresu i spiny takiej. A mi tak się marzy, żeby to wszystko działo się na pełnym luzie. Bo jak nie zdążysz z formą do lata (ugh, nie ogarniam tego określenia) to co, skafander kosmonauty a bikini do kosza? Jak poniesie Cię z pączkami w ten czwartek czy inny wtorek, to potem na kolanach do Częstochowy? No kurczaki! I te wyzwania, to trochę taki owczy pęd fitnessu i chyba marne szanse na wyrobienie w sobie nawyku regularnej aktywności fizycznej czy zdrowej miski przez większość dni w roku. To chyba często też dzieje się tak ciutkę “na ślepo”, bez zastanowienia.

Przykładowa Maryśka, dołączyła do wyzwania, i co? No i macha te pajace (często bez rozgrzewki, bo w wyzwaniu nie przypomnieli), “30 sekund pracy, 10 sekund przerwy, tempo, tempo” 6 razy w tygodniu, a tak na dobrą sprawę chce większy i jędrniejszy poślad i nawet bicka spompować po troszku. No rzesz wyłaź z tej imprezy dziewucho, bo gdzie w tym sens?

Jednak - musi się zadziać wyjaśnienie, bo wyszłam na małego zgreda krytykującego, jakby nie było, jakąś opcję ruchu - jeśli udział w takim wyzwaniu nakręca Cię pozytywnie na cały dzień, poprawia nastrój albo i lepiej, wyrywa z objęć fotela i mobilizuje do większej aktywności w ciągu dnia - brawo. Co więcej, jeśli jesteś osobą, która po podjęciu takiego wyzwania załapała sportowy flow i do teraz pielęgnuje tego bakcyla - szanuję, tak poważnie i przybijam solidną piątkę, bo właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Nie na chwilę, nie przez okres trwania wyzwania, tylko regularnie, okrągły rok. I już na koniec, tak żebyśmy się dobrze zrozumieli. Sam zamysł wyzwania nie jest zły, jednak to zbyt uniwersalne, może pełnić raczej funkcję dodatku, nie głównego treningowego planu (dużo ma też do gadania, czego TY tak właściwie oczekujesz). Jednak to tylko moje zdanie, zaznaczam głośno! :)


Krótko na “do widzenia”


A teraz skup się, przeczytaj uważnie i zapamiętaj:

1. Internet często kłamie i nagina rzeczywistość: tak więc, odcinaj się bez mrugnięcia okiem od treści, które sprawiają, że Twoje dobre samopoczucie dostaje po pysku. Nie ma sensu codziennie karmić się tą solidną dawką pseudo motywacji, która sprawia, że czujesz się dosłownie jak kupa.

2. Twoje ciało jest unikatowe: więc może by tak w końcu siebie polubić? Z tymi wszystkimi, często przerysowanymi przez Ciebie “defektami”. I nie porównuj siebie do innych. To czasem bardzo ciężkie, wiem, jednak konkretnie ułatwia życie!

3. Skup się na sobie i działaj: ale w swoim rytmie, bo człowiek nie szablon, na każdego działa coś innego. Naucz się więc swojego ciała, jak działa i co na nie działa. Metodą prób i błędów - tu nie ma sorry, bo tego nie przeskoczysz, jeśli chcesz świadomie, mądrze i z sukcesami na koncie, ogarniać siebie. Zaangażuj się w siebie, po swojemu. To sposób na systematyczność, nie na sezonowy romans z aktywnością fizyczną. I pamiętaj: “ If you're not excited about it, it's not the right path” - A.Hicks

A teraz myk, myk na trening i daj się kopnąć endorfince!

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Omletowe love - 6 pomysłów na śniadanie


Śniadanie śniadaniem... omlet to świetna opcja na posiłek, po prostu. Ale od początku i z jakimś wstępem może ;)

Coraz częściej pytacie mnie o przepisy na omlety, które wrzucam z zamiłowaniem na instagram. To spowodowało, że postanowiłam zebrać kilka “do kupy” i ogarnąć dla Was taki omletowy post. W tym wszystkim nie ma żadnych czarów, to nie magiczne receptury. Przeważnie wrzucam do takiego omleta to, na co akurat mam ochotę. Tak więc jeśli komuś z Was choćby jeden z przepisów przypadnie do gustu, to będzie miód na moje serce :)

Wrzucam tu kilka pomysłów na bazę tj.sam omlet, gdzie oczywiście proporcje składników możecie dobierać pod własne zapotrzebowanie; oraz propozycję dodatków, którą również możecie skomponować po swojemu.

No to lecim z tym koksem ;)


Moja klasyka gatunku - omlet owsiany




3-4 łyżki płatków owsianych (zawsze moczę wcześniej w wodzie)
3 jajka
1 łyżka mąki kokosowej
1 łyżeczka spiruliny
cynamon (wedle uznania)

Wszystkie w/w składniki miksujemy i smażymy na oleju kokosowym pod przykryciem.

Dodatki:

1 kiwi
chipsy z kokosa (mogą być wiórki)
kilka orzeszków ziemnych niesolonych



Nowe love - omlet amarantusowy


2-3 łyżki płatków owsianych (wcześniej namoczonych w wodzie)
3 jajka
2 łyżki mąki z amarantusa
kardamon (wedle uznania)
1 płaska łyżeczka maca (niekoniecznie)

Wszystkie w/w składniki miksujemy i smażymy na oleju kokosowym pod przykryciem.

Dodatki:

1 świeża gruszka
amarantus ekspandowany



Omlet jaglany




2 łyżki mąki jaglanej
2 łyżki płatków jaglanych
1 łyżka mąki kokosowej
3 jajka
dowolne mleko roślinne (u mnie Bio organic rice drink coconut)
gałka muszkatołowa
imbir w proszku u mnie jak zawsze od Dary Natury

Płatki jaglane zalewamy mlekiem roślinnym i odstawiamy na chwil kilka :) Następnie wszystkie w/w składniki miksujemy i smażymy na oleju kokosowym pod przykryciem.

Dodatki:

zmiksowane mango
świeży kokos
nasiona chia




Czekoladowy orzech




3-4 łyżki płatków gryczanych (wcześniej namoczonych w wodzie)
1 łyżka mąki kokosowej
3 jajka
1 łyżeczka karobu lub kakao
przyprawa do piernika i innych ciast od Dary Natury lub cynamon i kardamon

Wszystkie w/w składniki miksujemy i smażymy na oleju kokosowym pod przykryciem.

Dodatki:

½ banana
20g orzeszków ziemnych niesolonych lub łyżka masła orzechowego 100% (bez cukru itp)

Miksujemy banana i orzeszki na gładką masę, jeśli masz masło orzechowe możesz po prostu rozgnieść banana widelcem i dorzucić łychę masła orzechowego.




Gryczana marchewa


2-3 łyżki płatków gryczanych (wcześniej namoczonych w wodzie)
2 łyżki otrębów gryczanych
3 jajka
1 łyżka mąki kokosowej
1-2 marchewki (pokrojone w kostkę)
kurkuma

Wszystkie w/w składniki miksujemy i smażymy na oleju kokosowym pod przykryciem.

Dodatki:

1 jabłko
cynamon

Jabłko trzemy na tarce o grubych oczkach lub kroimy na małe kawałki/plastry, wrzucamy do naczynia z wcześniej rozgrzaną łyżeczką oleju kokosowego i przyprawiamy cynamonem. Dusimy kilka minut.



Kokosowe mango


3-4 łyżki mąki kokosowej
3 jajka
1 łyżeczka spiruliny
mleko kokosowe
chipsy/wiórki kokosowe (wedle uznania)

Miksujemy mąkę kokosową, jajka i odrobinę mleka kokosowego. Gdy osiągniemy jednolitą masę dorzucamy wiórki/chipsy kokosowe, mieszamy i całość wylewamy na rozgrzaną patelnię z olejem kokosowym. Smażymy pod przykryciem.

Dodatki:

½ mango
1 łyżka nasion chia

Mango miksujemy na gładką masę i dodajemy łyżkę nasion chia, mieszamy.


Krótko na “do widzenia”



Jestem małym omletowym psycholem, fakt... który ponadto lubi stać przy garach ;) Jednak nie lubię spędzać w kuchni wieczności. Dania smaczne, a szybkie i proste w przygotowaniu są więc mile widziane. Omlet to naprawdę spoko opcja na posiłek, nie tylko dlatego, że jest szybki i prosty w przygotowaniu (15-20 min.). To brak nudy na widelcu, bo można z nim miksować różne cuda wianki i finalnie zawsze wyjdzie coś pysznego. Można kombinować do woli, przyrządzić go na słono, ostro, słodko. Ponadto to świetna “metoda na głoda”, bo syci na długo. Do tego idealnie sprawdza się w roli “2w1” - za jednym zamachem można wyczarować “omlet na wypasie”, który spokojnie posłuży za dwa posiłki. Wystarczy odpowiednio zwiększyć ilość składników, dobrać różne dodatki np. do jednej części owoce/bakalie/orzechy do drugiej warzywa/nasiona i dwa lunch box’y gotowe. Jeśli ilość omletowej masy Cię przerasta i obawiasz się, że Twoja patelnia nie ogarnie tematu, możesz spokojnie wrzucić go do piekarnika w formie na tartę czy keksówce, wyjdzie równie pysznie.



Smaczności ! :)

piątek, 24 lutego 2017

Trenuj, nie wariuj - słów kilka o internetowych radach fitnessowych

Ja dziś nie o pączkach i ich anatomii (sorry). Nie o tym, jak je spalić i ile czasu z jaką intensywnością trzeba dłubać palcem w nosie, aby ani jeden krepelek nie poszedł tam, gdzie nie chcemy.

Dziś krótko, z cyklu: co mi we łbie gra ;)




Może ja jestem innego sortu, ale uważam, że świat sportu, fitnessu, ogólnie rzecz ujmując aktywności fizycznej, zaczął iść w jakąś totalnie porąbaną stronę, której ja osobiście nie ogarniam.

Internety sypią jak z rękawa złotymi radami, co ćwiczyć, kiedy i gdzie najlepiej, co ubrać aby nie odbiegać zanadto od najnowszych trendów bo oczywista oczywistość, że dresy czy legginsy “no name” to -500 od zajebistości. Instagramy i Facebooki strzelają po oczach sześciopakami, bickami i tyłkami, które nie mieszczą się w wyświetlaczach telefonów (wszystko oczywiście #nofilter i w majtach Calvina Kleina, bo inne to obciach na resorach). Ach i ta bezcenna dawka codziennej motywacji: “rusz dupę!”, “nie bądź ci..apa” z głównym przesłaniem “forma do lata sama się nie zrobi”, a bikini na miarę nie szyją więc trzeba koniecznie się wcisnąć w rozmiar rzędu S, bo inaczej na plażę wstęp wzbroniony i w ogóle najlepiej ludziom na oczy się nie pokazuj. O mateńko, pranie mózgu zjadasz na śniadanie i popijasz poranną kawą.


Obserwuję cały ten cyrk i jedyne co hamuje mnie przed wyjściem na ulicę i strzelaniem do przypadkowych ludzi jest...trening, of kors ;)


Jednak nie ukrywam, jestem takim małym świrem, który przeszedł na sobie wiele crash testów i z niejednej internetowej witryny porady przerabiał w realu. Efekt? Utrata wiary w to co robię, w swoje umiejętności, postępy i chęci do mojej dalszej małej walki. I co gorsza, ślepe maglowanie ćwiczeń, które nie do końca dobrze wpływały na moją sylwetkę. Głupie? No, jak jasna cholera!

Niemiłosiernie wkurza mnie, że w całym tym motłochu ginie śmiercią tragiczną to co najważniejsze: przyjemność z treningu, myśl o kopnięciu endorfinką, o zdrowiu, o większej sprawności, znakomitym samopoczuciu i bezcennej satysfakcji po skończonym wycisku jaki sobie zafundujemy.

Ja ćwiczę ponieważ chcę być sprawna, zdrowa, silna, chcę przełamywać własne słabości i granice..chcę się świetnie czuć we własnej skórze, a odbicie w lustrze cieszące oko to wisienka na torcie. Nie chcę się porównywać z innymi fit dziewuchami. Choć niestety dzięki uprzejmości social mediów czasem ciężko to przeskoczyć. Myślę, że każdy/a z nas ma taki etap na swoim koncie. W moim przypadku do tego wszystkiego dochodzi fakt, że od 30-stu lat niezmiernie krytyczna i wymagająca w stosunku do siebie, ze mnie menda. Zawsze uważam, że mogę zrobić coś lepiej, solidniej, bardziej. Na palcach jednej ręki mogę policzyć sytuacje, kiedy to przyznałam, tak z pełną satysfakcją i zadowoleniem, że zrobiłam dobrą robotę. Gdy udało mi się nabrać dystansu do tych wszystkich internetowych kwiatków, w końcu doszłam ze sobą do ładu i znalazłam na siebie sposób, w końcu jestem zadowolona z tego co widzę, a nauki wyniesione z licznych potknięć nie poszły w przysłowiowy las.



Nie twierdzę, że wszystko co oferuje nam internet w dziale fitnessu, sportu i zdrowia jest stertą bzdur z piekła rodem, których trzeba unikać jak diabeł święconej wody. Chodzi mi o to, aby umiejętnie stosować się do wszystkich rad i informacji, na które natrafiamy. Zaufaj wykwalifikowanym trenerom z doświadczeniem. Jednak, gdy widzisz, że coś na Ciebie nie działa, idzie w odwrotnym do zamierzonego kierunku, zmień plan. Kombinuj, próbuj, testuj. Przecież, co kręci trenera X nie musi kręcić Ciebie i nie dla wszystkich “siad na boski zad”. Mój kuper przysiadów nie łyka na co zwróciłam uwagę dość późno, bo ślepo trzymałam się złotych rad, że przysiad to złoty środek, bo najlepszy, bo bez niego tyłka nie wydziergasz. Bzdura. Ciało masz jedno, słuchaj go.


Krótko na “do widzenia”


Doceń to wszystko co dla siebie robisz, każdy nawet najmniejszy progres jaki u siebie zaobserwujesz. Tym bardziej, jeśli eksperymentujesz na sobie bez opieki trenerów, dietetyków i innych magików mniejszego bądź większego kalibru. To Twoja robota, Twoje zasuwanie na treningi bez względu na to czy pluje żabskami na dworze czy pizga złem z zimna... to Twój upór i samodyscyplina, to Twoje motywacyjne kopnięcia w dupsko, gdy wymówki zaczynają wskakiwać na łeb. Uwierz w siebie. Obserwuj swoje ciało i nie stosuj bezmyślnie wszystkich fitnessowych myków. Ciesz się treningiem, to Twój czas, najbardziej skuteczny reset w ciągu dnia; baw się tym, bo to jeden z jego lepszych momentów.

Cały świat wariuje, ale Ty pozostań sobą i “nie bierz siebie tak cholernie serio”.


Niech endorfiny będą z Wami ;)