piątek, 2 października 2015

Produkty dla dzieci a zdrowie

Na wstępie spowiedź święta ;) Moje jedyne i ukochane dziecko porusza się na 4-ech włochatych łapkach, a gdy ma pustą michę to miauczy upierdliwie (poznaliście już Sziszę;)). Jednak brak małego serdelka gatunku Homo sapiens w domu nie sprawia, że nie interesuje mnie jakość pokarmu trafiającego do wszystkich małych brzuszków.

Nim przejdę do konkretów zaznaczę również, że do napisania tego posta natchnęła mnie Pani Sylwia (pozdrawiam serdecznie :)), która poprosiła, abym przez swój rentgen w oczach przepuściła sklepowe produkty przeznaczone dla małych dzieci.


Na pierwszy ogień trafiły produkty dla najmłodszych berbeci. Na etykietach marek jakie miałam możliwość prześledzić nie dzieją się co prawda sceny dantejskie, ale różowo też nie jest. Kupując produkt dla niemowlaka, automatycznie spodziewamy się bardzo dobrego składu. Rzeczywistość jednak trochę nas rozczaruje.


Kaszki mleczne/mleczno-ryżowe






Wszystkie kaszki od producentów widocznych na zdjęciach zawierają zarówno olej palmowy jak i słonecznikowy, rzepakowy i czasem kokosowy. Nie ma żadnej informacji na temat tego czy oleje są rafinowane, czy też nie. Jedynie na etykiecie kaszki Nestle widnieje informacja, że dodany olej rzepakowy jest niskoerukowy (charakteryzujący się wysoką zawartością nienasyconych kwasów tłuszczowych i niską zawartością szkodliwego kwasu erukowego). Ilość cukru w takich kaszkach powala. Można oczywiście wybierać te z napisem “bez dodatku cukru”, jednak należy uważnie przeczytać skład w celu sprawdzenia, czy cukier nie zaczaił się pod inną postacią np. syropu glukozowego lub zagęszczonego soku.

Kaszki zawierają również wypełniacze min. maltodekstrynę i/lub skrobię (np. kukurydzianą, pszenną). W kaszce BoboVita znalazła się lecytyna sojowa, producent nie napisał żadnych informacji na jej temat (czy jest GMO, czy też nie, a jak wiadomo genetycznie zmodyfikowana soja może mieć wysokie stężenie toksyn). Uważam, że produkty dla niemowląt nie powinny zawierać takich rarytasów, tym bardziej, że cena kaszek wcale niska nie jest, składniki powinny być zatem lepsze jakościowo.

Zobaczmy ile cukru siedzi w takich kaszkach (przyjęłam, że 1 łyżeczka to 4g):


  • Mleczna kaszka manna o smaku owocowym BoboVita: cukier w jednej zalecanej porcji (45g) ponad 4 łyżeczki
  • Kaszka malinowa mleczno-ryżowa Nestle: cukier w jednej zalecanej porcji (50g) ponad 3 łyżeczki. Malin w kaszce ze świecą szukać (0,5%) jej rolę odgrywa aromat - niestety nie naturalny.
  • Kaszka Humana: cukier (glukoza, fruktoza) w jednej zalecanej porcji (50g) 4 łyżeczki.
  • Kaszka mleczno-owocowa babydream: cukier w porcji (100g) ponad 6 łyżeczek. Na opakowaniu widnieje informacja, że zalecana porcja to 180g. Coś tu chyba nie halo. Ogólnie w kaszce jest dość “ciekawie”, cukier występuje pod trzema postaciami: glukoza, syrop glukozowy, fruktoza (nie ma informacji czy pochodzi naturalnie z owoców, których tak de facto nie znajdziemy wiele). Jedynie suszona marakuja zasługuje na miano owocu, reszta to soki i proszki owocowe - całość stanowi 1,5% produktu.


W ramach przypomnienia: według WHO (Światowa Organizacja ds. Zdrowia) dopuszczalna dzienna, bezpieczna dla zdrowia dawka cukru spożywanego przez dzieci nie powinna przekroczyć 12g czyli 3 łyżeczek.

Ogólne zalecane dzienne spożycie cukru nie powinno przekraczać 10% przyjmowanych kalorii w naszej diecie. Trwają dyskusje, aby zmniejszyć ją do 5%.





Dania w słoiczkach


Skład dań słoiczkowych od producentów, których miałam możliwość przejrzeć nie jest tragiczny. Jednak procentowa ilość owoców, warzyw, mięsa i.t.p vs. wypełniacze, cukier i inni, wypada bardzo różnie. Procent wartościowych składników waha się średnio od ok. 50% do 85%. Wbrew pozorom znane, droższe marki wcale nie wypadły lepiej niż tańsze. Znacie mnie już trochę i wiecie, że jestem zwolenniczką zasady “zrób to sam”. Wiem, że czas to pieniądz i często taki gotowy obiadek ratuje głodny brzuszek dziecka i nasz grafik, jednak warto przygotowywać w miarę możliwości obiadki czy deserki w domu. Poniżej dwa przykładowe składy takich słoiczków.

  • Bobofrut smaki dzieciństwa


    W składzie znajdziemy: sok jabłkowy i jabłka (56,3%), sok gruszkowy (30%), śliwki (7%), witamina C, skrobia kukurydziana, kwas cytrynowy. Producent nie popisał się składem ponieważ tak do końca nie możemy stwierdzić ile w słoiczku jest owoców, ile soków owocowych (wspólny procent jabłek i soku jabłkowego), a ile skrobi kukurydzianej tj.wypełniacza. Ponadto kwas cytrynowy, który jest bezwartościową substancją syntetyczną uznaną za związek rakotwórczy, w daniu dla niemowlaka? - słabo. Taki posiłek/deser można z powodzeniem przygotować w domu, bez zbędnych wypełniaczy, szkodliwych substancji i w 100% z owoców.



  • HiPP Przysmak na dobranoc


    Skład: mieszanka mleczna zawiera (mleko 33%, woda, odtłuszczone mleko 18%, olej kukurydziany); w biszkoptach znajdziemy m.in. syrop glukozowy i olej palmowy; ponadto w całości m.in: cukier, skrobia ryżowa, płatki z pełnego ziarna zbóż (zaledwie 1%). Zawartość cukru ogółem tj.w 190g - 13,1g. Producent informuje, że niektóre składniki pochodzą z rolnictwa ekologicznego w tym m.in. olej palmowy, jednak brak informacji mówiącej o tym czy olej jest rafinowany, czy też nie. Ponadto syrop glukozowy z cukrem w duecie daje ogółem ponad 3 łyżeczki cukru na słoiczek. Po takim “słodkim strzale” nie mam pewności czy dzieciak będzie miał dobry sen.





BoboVita herbatka o smaku brzoskwiniowym




Tu się dzieje niezła impreza...
Skład: dekstroza, cukier rafinowany, kwas cytrynowy, maltodekstryna, proszek z brzoskwini (0,4%), witamina C, bezkofeinowy ekstrakt z czarnej herbaty (0,6%), naturalny aromat. Cukier w 100g granulatu 94,3g, a w jednej porcji gotowej herbatki 3,5g. Herbatka nie jest z brzoskwiń tylko o smaku brzoskwiniowym, który tworzy aromat (na szczęście naturalny). Biorąc pod uwagę skąpą ilość brzoskwiniowego proszku i ekstraktu z czarnej herbaty, rolę pierwszoplanową w składzie odgrywa: cukier rafinowany, dekstroza i maltodekstryna, na dokładkę kwas cytrynowy - dość niesmacznie. Herbatki powinny unikać nie tylko dzieci, ale również i dorośli.





HiPP Pierwsze ciasteczka




Skład: mąka i skrobia pszenna, cukier, olej palmowy i słonecznikowy (z rolnictwa ekologicznego jednak nie jest napisane czy nierafinowany), mleko chude w proszku, wodorowęglan potasu (określony jako niekorzystny dla zdrowia), wyciąg z wanilii Bourbon, witamina B1.
Według producenta dzienna porcja (tj. 5 sztuk) ciasteczek pokrywa 40% dziennego zapotrzebowania na witaminę B1, jednak taka porcja to jednocześnie 5,5g cukru. Dlaczego od najmłodszych lat trzeba zapoznawać dziecko z cukrem? Dlaczego pierwsze ciastko musi być równoznaczne ze wsadzeniem mu do dzioba kopiastej łyżeczki substancji, która człowiekowi w codziennym jadłospisie jest kompletnie zbędna?


Przykładowe produkty dla dzieci starszych:



Kaszka Mleczny Start




Reklama produktu i nazwa Mleczny Start sugeruje, że to produkt idealny na śniadanie dla dziecka. Etykieta mówi coś zupełnie innego.
W składzie znajduje się m.in.: kasza manna z pszenicy (49%), odtłuszczone mleko w proszku (18%), cukier, syrop glukozowy, olej palmowy, suszone banany 0,05% - dość skąpo, resztę bananowej roboty robią aromaty. Kaszka zawiera ogółem prawie 5 łyżeczek cukru. Produkt doprawiono witaminami i minerałami jednak o wiele bardziej przyswajalne będą te z naturalnych źródeł. Nie jest to pożywna i zdrowa opcja na śniadanie.





Płatki śniadaniowe nie powinny znaleźć miejsca w naszej diecie, a co dopiero w diecie dzieciaków. Dlaczego? Poniżej odpowiedź:



Płatki śniadaniowe Mlekołaki




W składzie m.in: cukier, glukoza, ekstrakt słodowy jęczmienny, tłuszcz palmowy, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu (3,9%), czekolada mleczna (dokładnego składu nie podano), lecytyna sojowa, aromaty. 100g produktu ma trochę ponad 7 łyżeczek cukru.




Płatki kukurydziane Cornflakes




W składzie m.in: cukier, glukoza, miód, sól, cukier brązowy, syrop cukru inwertowanego, melasa cukru trzcinowego, fosforany sodu (uznane za niekorzystne), orzeszki ziemne (8,2%). Cukier w 100g również ponad 7 łyżeczek.





Frutek aqua




O smakowych wodach dla dzieci już wspominałam. Frutek, to kolejny przykład na to, że taka woda to sam cukier i...uwaga, uwaga, w tym przypadku benzoesan sodu E211, który jest rakotwórczy i wywołuje reakcje alergiczne. Ponadto drażni śluzówkę żołądka, przyczynia się do marskości wątroby i choroby Parkinsona, uszkadza DNA – potwierdzone badaniami, w połączeniu z witaminą C (kwas askrobinowy E300) tworzy rakotwórczy benzen.
W składzie m. in.: cukier i/lub syrop glukozowo-fruktozowy, kwas cytrynowy, substancje konserwujące: sorbinian potasu (budzi sprzeczne dyskusje) i benzoesan sodu. W 100ml upchano 5,2g cukru, butelka ma 500ml. Szklanka takiej wody to ponad 3 łyżeczki cukru. Fuj.





Kubuś Play




Kubuś Play sokiem nie jest, to napój składający się z cukru, zagęszczonych soków owocowych, cukru i cukru. Nie kupujemy, nie pijemy.
W składzie m. in.: soki z zagęszczonych soków (marchew, jabłko, czereśnia, limetka), cukier, kwas cytrynowy, aromaty. Do butelki 400 ml wrzucono prawie 10 łyżeczek cukru!





Napój kakaowy Puchatek




Kakao to bardzo wartościowy element naszej diety i diety dzieciaków. Jednak Puchatek i tym podobne “delicje” nie mają nic wspólnego z prawdziwym, zdrowym kakao.
W składzie znajduje się: cukier, glukoza, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu (16,5%), lecytyna sojowa, aromat, witaminy. Sugerowana dzienna porcja 20g zawiera ponad 4 łyżeczki cukru.
Zdanie od producenta: " Zróżnicowana dieta i zdrowy tryb życia są istotne dla zachowania zdrowia. Zaleca się spożycie Puchatka codziennie." - nie, dziękuję.





Parówki Drobisie




Parówki nie są “must have” w niczyjej diecie, jednak jeśli są produkowane dla dzieci, powinny miło zaskoczyć składem. Czytając etykietę parówek Drobisie, na język cisną się soczyste słowne ozdobniki...
W składzie m.in.: mięso kurcząt 63%, mięso wieprzowe 13,5%, skórki z kurcząt, tłuszcz wieprzowy, woda, białko sojowe, skrobia ziemniaczana, sól, aromaty, przyprawy, ekstrakty przypraw, wzmacniacz smaku: glutaminian sodu E621 (substancja silnie uczulająca i uzależniająca, przyczynia się do migrenowych bólów głowy, astmy, bólów żołądka, kołatania serca, nadmiernej potliwości, podwyższa ciśnienie krwi, ma negatywny wpływ na układ nerwowy i mięśniowy, zwiększa ryzyko wystąpienia otyłości, może podrażniać układ oddechowy, przyczynia się do pogłębiania choroby Alzheimera), substancja konserwująca: azotyn sodu E250 - określony jako niebezpieczny i potencjalnie rakotwórczy.





Jogurt Carrefour waniliowy z drażami




Matko i córko, nie wiem jak taki jogurt można dopuścić do sprzedaży z myślą o dzieciach.
W składzie jogurtu znajduje się m.in.: cukier, skrobia modyfikowana, syrop glukozowo-fruktozowy, aromat. W drażach: cukier, guma arabska (niekorzystna dla zdrowia), wosk carnauba, szelak, pszczeli biały i żółty (wszystkie uznane za bezpieczne, jednak mogą wywoływać reakcje alergiczne, podrażniać żołądek i skórę), barwniki w tym koszenila E120 (najlepiej unikać, jego ew.szkodliwość jest poddana ponownej ocenie przez Europejski Urząd ds.Bezpieczeństwa Żywności), dwutlenek tytanu (zalecana ostrożność, ponoć w Polsce substancja zabroniona), tlenki i wodorotlenki żelaza (podejrzany, jest zalecana ostrożność). W porcji 135g jest ponad 5 łyżeczek cukru.






Petitki Lubisie




Petitki Lubisie to (wcale nie) przepyszne misie.. Kolorowa reklama z sympatycznym miśkiem zachęca małych odkrywców do wcinania Lubiśka nawet na śniadanie.
W składzie nadzienia m.in: syrop glukozowo-fruktozowy, przeciery owocowe 45%, glicerol, kwas cytrynowy pomimo, że użyto również kwasu jabłkowego i cytryniany sodu, które pełnią również funkcję regulatora kasowości, guma ksantanowa, zagęszczony sok z czarnego bzu. W składzie biszkoptu: syrop glukozowo-fruktozowy, cukier, olej rzepakowy, glicerol, aromaty, spulchniacze. Całe ciastko zawiera trochę ponad 2 łyżeczki cukru.
Jeżeli dla producenta Lubisiów tak wygląda pożywne śniadanie dziecka… słów brak.





Mleczne kanapki
(biszkopt z mlecznym nadzieniem)


Zobaczmy, czy produkty typu mleczna kanapka, rzeczywiście powinny “koniecznie wpaść między posiłkami” dzieci:




W składzie kanapki Donald Duck m.in.: mleko pełne (18%), mleko zagęszczone słodzone (mleko pełne, cukier), olej słonecznikowy, olej palmowy – dawka podwójna i w nadzieniu i w biszkopcie, syrop glukozowo-fruktozowy, aromaty, substancje spulchniające. Kanapka zawiera ponad 2 łyżeczki cukru.




W składzie Kinder Pingui m.in.: mleko pasteryzowane (21%), cukier, tłuszcz palmowy, dekstroza, syrop glukozowo-fruktozowy, aromaty, czekolada i w jej składzie lecytyna sojowa, cukier i wanilina (syntetyczny związek, który może wywołać egzemę, podrażnienia i zapalenia skóry, zmiany pigmentacji. W Narodowym Instytucie Zdrowia Stanów Zjednoczonych jest w rejestrze niebezpiecznych związków chemicznych. Jest oznaczona symbolem R22 co oznacza, że działa szkodliwie po połknięciu). Zawartość cukru - ponad 2,5 łyżeczki.






Zbożowa kanapka Mleczny Start




Pomimo tego, że produkt zalicza się do słodyczy, jego nazwa i widniejące na opakowaniu witaminy sugerują, że to alternatywa zdrowej przekąski lub dobry dodatek do drugiego śniadania. Cudów po tym produkcie się nie spodziewałam, ale na takie fajerwerki nie liczyłam.
W składzie znajdziemy m.in,: syrop glukozowy, cukier, syrop cukru inwertowanego, ekstrakt słodowy jęczmienny, tłuszcz palmowy i rzepakowy (częściowo utwardzone), lecytyna sojowa, kwas cytrynowy, fosforany sodu (E339 substancja spulchniająca uznana za niebezpieczną, zakłóca procesy trawienne). Producent opisuje produkt jako kanapkę z płatków zbożowych, gdzie wymienione są raptem płatki owsiane, a informacji o ich ilości brak. 19% stanowi mąka pszenna, pszenna pełnoziarnista, kukurydziana i ryżowa. Oczywiście emulgatory i substancje utrzymujące wilgoć są. Taka “kanapka” to 3 łyżeczki cukru. Przyswajalność dorzuconych witamin i minerałów stoi pod znakiem zapytania, jednak ich obecność sprawia, że producent mógł dorzucić zdanie mówiące o tym, jak ważna jest zróżnicowana dieta i zdrowy tryb życia, tak więc zaleca spożycie 1 takiej kanapki dziennie… Po moim trupie.





Guma Orbit for Kids





“Orbitka” dla dzieci składa się głównie z bazy gumowej i substancji słodzących m.in:

- sorbitol i mannitol: uznane za substancje niekorzystne, mogą zakłócać pracę żołądka; w szczególności powinny ich unikać m.in.dzieci
- sukraloza: budzi wiele kontrowersji. Dokopałam się do informacji, że przy produkcji sukralozy stosuje się fosgen tj. bardzo toksyczny gaz. Tak na marginesie, był on używany jako gaz bojowy podczas I wojny światowej;
- acesulfam K: spożywany w nadmiarze może sprzyjać nowotworom i chorobom układu nerwowego, niewskazany dla dzieci, sprzeczne zdania naukowców dotyczące bezpieczeństwa tej substancji, najlepiej unikać.
Ponadto zawiera przeciwutleniacz BHA (E320), który jest szkodliwy i w niektórych krajach zabroniony; wpływa bardzo źle na poziom cholesterolu.

Mr. Wrigley - shame on you!



Przy wyborze w/w produktów nie kierowałam się marką. Sięgałam po te artykuły spożywcze, które zwracały moją uwagę z różnych względów.

Kolorowe opakowania, uśmiechnięte misie i inne ulubione postaci z kreskówek, przyciągają wzrok dzieci. U rodziców natomiast, mogą wzbudzać zaufanie, bo skoro produkt został stworzony z myślą o dzieciach, na pewno jest bezpieczny, wartościowy i zdrowy.

Przerażający jest fakt, że producenci zasypują cukrem żołądki dzieciaków od kołyski, a większość produktów, których zarówno opakowanie jak i reklama kierowane są bezpośrednio do nich to słodycze, desery i inne “ciastki”. Zdrowy, taki przez duże Z, produkt dla dzieciaka, to zjawisko rzadkie jak zimą słońce w Skandynawii.

Do szału doprowadza to, że produkty, które kojarzą się ze zdrowiem np.woda mineralna, jogurt, kaszka, zbożowa kanapka mają na drugie imię cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, olej palmowy z benzoesanem sodu na dokładkę. Promowanie takich delicji zdrowymi hasłami działa na mnie jak czerwona płachta na byka.

Nie można ufać reklamie, bajkowej etykiecie czy dopiskowi “for kids”. Czytanie etykiet to nasz dożywotni obowiązek jeśli chcemy mieć kontrolę nad tym co jemy i co kładziemy na widelce dzieciom.

8 komentarzy:

  1. Nic dodać nic ująć. Szkoda tylko, że mamusie też kuszone trikami producentów nie czytają etykiet;(
    Brak czasu to wykręt bez usprawiedliwienia:/.

    OdpowiedzUsuń
  2. 99% produktów dla dziecii nadaje się do kosza. Na szczęście jest ten 1%. I to wcale nie te najdroższe firmy mogą się pochwalić dobrymi skladami, tylko te z niższej półki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Znana marka nie zawsze jest gwarancją jakości. Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. To moze teraz post o tym 1% zdrowych produktow dla dzieci, :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Brrr, aż ciarki przechodzą po plecach... Wiadomo, że podanie tego typu produktów dla dziecka jest wygodniejsze dla mamy, ale ja jednak nie mam zamiaru truć swojego malucha. Wolę poświęcić czas na przygotowaniu mu czegoś domowego, niż karmić go cukrem.

    OdpowiedzUsuń
  5. "Kanapki' omijam z daleka, ale przyznam, że składu kaszek nie czytałam. Maleństw już w domu nie mam, ale moje dziewczyny lubią od czasu do czasu taką zjeść... W głowie się nie mieści, że sprzedawanie takiego "jedzenia" jest w ogóle dozwolone !!

    OdpowiedzUsuń
  6. Straszne. Panuje przekonanie, że to co jest dla dzieci jest najzdrowsze. Guzik prawda, od zawsze czytam etykiety i większość produktów przygotowuje sama. Deserek nie musi być "sztuczny" można ugotować jabłko i zmiksować, zdrowo i pysznie. Raporty w sprawie żywności przerażają, firmy dostają 5 tys kary za niezgodność produktu/etykiety. Dlaczego nie ma ogólnej listy producentów który nagminnie łamią przepisy?

    OdpowiedzUsuń