czwartek, 28 maja 2015

21 powodów, dla których warto czytać etykiety

Trochę Was dziś postraszę Misie malinowe. Ale nie uciekajcie w popłochu ;) Usiądźcie wygodnie i przeczytajcie.

Każdy ma swoje odchyły, mam i ja ;) Jednym z moich małych dziwactw jest mimowolne rzucanie okiem w koszyki ludzi robiących zakupy spożywcze. Wiele osób daje się złapać w spożywcze pułapki. Ponieważ poszczególne produkty, choć z pozoru wydają się niewinne, gdy zostaną wzięte pod lupę, pokazują jęzor.

Na liście znalazły się produkty, które (z tego co zdążyłam zaobserwować) dość często trafiają do koszyków i przykuły moją uwagę z różnych względów.


Rentgen zafundowałam:

1. Monte cherry

Niewinny deser dla dzieci? Niezupełnie. Skrobia modyfikowana (E1422), syrop glukozowo-fruktozowy, cukier, karagen (E407) - substancja zagęszczająca, która według Międzynarodowej Agencji Badania Raka przyczynia się do powodowania nowotworu żołądka, wrzodów, zapalenia jelit; cytryniany sodu, guma karob (mączka chleba świętojańskiego E410). Śladowe ilości orzechów włoskich (0,4%) nadrabiane aromatami, barwnik też znalazł tu swoją miejscówkę.



2. Jupik sok dla dzieci

Na opakowaniu widnieje informacja, że produkt zawiera naturalną substancję słodzącą tj. wyciąg z liści stewii – brzmi super, jednak czytając cały skład widać czarno na białym: cukier i syrop glukozowo-fruktozowy. Soczek dla dzieci słodzony stewią, cukrem i na dokładkę syropem glukozowo-fruktozowym... ?! Gdzie tu logika? Ponadto aromaty, barwniki oraz pomimo i tak obecnego naturalnego kwasu askrobinowego (wit.C) pokusiło dodać jeszcze jeden regulator kwasowości: kwas cytrynowy tj. bezwartościowa substancja syntetyczna, uznawana za rakotwórczą. Zdrowia w tym soku ze świecą szukać.



3. Ciastka zbożowe Belvita

Hasło: zbożowe - pierwsze skojarzenie? Zdrowe, dietetyczne, po prostu “fit”. Ciastka reklamowane jako najlepsze na śniadanie...hmm, wyczuwam przypał Milordzie. Cukier gra pierwsze skrzypce, ale na tym nie koniec. Cukier (x3: w masie na ciastka, owocach-żelkach, ryżu preparowanym), syrop glukozowo-fruktozowy i dekstroza. Pomimo oleju rzepakowego - dla towarzystwa, olej palmowy, kwas cytrynowy, glicerol (sub.utrzymująca wilgotność, może powodować zaburzenia płodności i pracy serca, obniżać koncentrację i negatywnie wpływać na pracę mózgu, powoduje skoki insuliny); substancje spulchniające (węglany amonu i sodu), emulgatory (lecytyna sojowa i diglicerydy kwasów tłuszczowych estryfikowane kwasem mono i diacetylowinowym) – what?! (dajcie mi chwilę, zapowietrzyłam się) - substancje syntetyczne o składzie zbliżonym do naturalnego… hmm, tylko po co?



4. Mieszanka studencka Felix

Orzechy to zdrowy, wartościowy i potrzebny składnik naszego jadłospisu. Taka mieszanka automatycznie kojarzy się z samym dobrem. Jednak okazuje się, że orzech orzechowi nierówny. Praktycznie w każdej takiej mieszance znajdziecie olej palmowy i często też dwutlenek siarki jako substancję konserwującą. Jeśli na opakowaniu producent napisał “i/lub olej palmowy”, nie wgłębiajcie się w rachunki prawdopodobieństwa, z góry można założyć, że jest tam olej palmowy. Producent mieszanki Felix zafundował olejowe konfetti. W paczce znajdziecie olej palmowy, rzepakowy, kukurydziany, słonecznikowy, bawełniany i silnikowy – oj przepraszam, silnikowego nie dodali ;) Orzechy powinny znaleźć swoje miejsce w naszej diecie (oczywiście jeśli nie wykazujemy reakcji alergicznych), jednak mieszanki studenckie nie są ich dobrym źródłem.



5. Kubuś water

Smakowa woda dla dzieci to nic złego? Błąd. W składzie znajduje się woda z cukrem trzcinowym, zagęszczone soki (0,1%), aromaty. Taki skład zmienia wodę przeznaczoną dla dzieci w zwykły słodzony napój. Ze zdrową wodą, po którą dzieciaki powinny chętnie sięgać, ten produkt nie ma nic wspólnego.



6. Jupik Aqua

Jupik jedzie bez trzymanki: woda z cukrem, syropem glukozowo-fruktozowym, do tego kwas cytrynowy, aromaty. Takiej “wody” nawet patykiem nie tykaj, ładnie proszę.



7. Marwit surówka

Surówka - myślisz samo zdrowie, a witaminy nosem ciekną? Ocet spirytusowy, guma guar, guma ksantanowa (E415) – brak składników odżywczych, to sfermentowany cukier pozyskiwany przeważnie z kukurydzy, soi lub pszenicy genetycznie modyfikowanej, działanie przeczyszczające, może pogłębiać niektóre schorzenia tj. zespół jelita drażliwego i zapalenie okrężnicy, może podrażniać układ trawienny, uczula; kwas cytrynowy, cukier, sól.



8. Oliwki czarne

Czy wiesz, że czarne oliwki nie są naturalnie czarne? Aby nacieszyć oko konsumenta każdy producent czarnych oliwek dorzuca substancję wzmacniającą kolor: glukonian żelazawy – syntetyczny związek (reakcja siarczanu żelaza z glikonianem wapnia lub otrzymywany drogą elektrochemiczną) szkodliwy w dużej dawce, podrażnia wątrobę i przewód pokarmowy. Wrzucając słoik czarnych oliwek do koszyka spodziewasz się po prostu śródziemnomorskiego przysmaku. Niestety dostajesz tylko teoretycznie zdrowe warzywo, taplające się w chemicznym roztworze.



9. Sunbites wielozbożowe krakersy

Magicy producenci może i mieli dobre chęci żeby stworzyć dietetyczną przekąskę, ale trochę zabłądzili po drodze. Wielozbożowe = zdrowe? Błąd. Syrop glukozowo-fruktozowy, cukier, preparat aromatyzujący o smaku wiosennych warzyw, wzmacniacze smaku (glutaminian monosodowy, 5-rybonukleotydy disodowe E635 ok. 20 krotnie silniejszy niż glutaminian sodu, zakazany w niektórych krajach, powoduje alergie skórne, niewskazany dla osób cierpiących na astmę i uczulonych na aspirynę), kwas cytrynowy, sól sodowa i potasowa, substancje spulchniające (fosforan monowapniowy, wodorowęglan sodu), emulgator: lecytyna sojowa (powoduje reakcje alergiczne). 



10. Ketchup Tortex

Ketchup, to nie gotowane pomidorki z przyprawami. Koncentrat pomidorowy zaledwie 34%, cukier, ocet, skrobia modyfikowana, kwas cytrynowy, sól, substancja konserwująca benzoesan sodu E211 - wywołuje reakcje alergiczne, rakotwórczy, drażni śluzówkę żołądka, przyczynia się do marskości wątroby i choroby Parkinsona, uszkadza DNA – potwierdzone badaniami, w połączeniu z witaminą C (kwas askrobinowy E300) tworzy rakotwórczy benzen.



11. Oliwki zielone z pastą paprykową

Alginian sodu (sól sodowa kwasu alginowego, blokuje wchłanianie składników odżywczych), guma guar, chlorek wapnia, kwas cytrynowy i mlekowy, kwas askorbinowy. Wszystko x2 w oliwkach i paście. Na szczęście nie wszystkie oliwki zostały tak pogwałcone. Warto kupować zielone bez żadnego farszu, o znacznie okrojonym składzie np.woda, sól (niestety wszechobecna), kwas mlekowy. 



12. Bakuś shake

Mleczny shake dla dzieci też nie świeci przykładem: mleko w proszku, guma ksantanowa, karboksymetyloceluloza (E466 - związki celulozy, substancja niebezpieczna, zakłóca trawienie), fosforany sodu (E339 zakłóca trawienie, może niszczyć zęby i przyczyniać się do utraty wapnia z kości). Zmiksowanie mleka/kefiru z ulubionym owocem dzieciaka, to znacznie lepszy wybór.



13. Jogobella light

Kwintesencja produktów light, w miejsce tłuszczu wciska się wiadro cukru. Cukier, syrop fruktozowy, substancje słodzące: aspartam (substancja posądzana o działanie rakotwórcze oraz przyczynianie się do wielu innych schorzeń m.in artretyzm, choroba Parkinsona i Alzheimera, niedoczynności tarczycy, cukrzycy, ziarnicy złośliwej, padaczki) i acesulfam K (słodzik, który spożywany w nadmiarze może sprzyjać nowotworom i chorobom układu nerwowego, niewskazany dla dzieci, sprzeczne zdania naukowców dotyczące bezpieczeństwa tej substancji, najlepiej unikać). Cukier ogółem 6,5g, tłuszcz 0,1g – zero wartości odżywczych, słodycz w pełnej krasie.



14. Mleko Müller

Dekstroza, cukier, karagen, sól, skrobia modyfikowana, czekolada w proszku 3,8% która składa się z cukru i kakao w proszku, aromaty. Słodko dość… w butelce 400ml znajdziecie około 12 łyżeczek cukru - padłam.



15. Schab pieczony Henryk Kania

Pieczony schab brzmi dobrze. Chuda wędlina wydaje się być całkiem trafną opcją w diecie. Jednak wgłębiając się w skład robi się dość niesmacznie, bo schabik tonie w chemii. Woda, skrobia ziemniaczana, sól, białko sojowe i wieprzowe, glukoza, karagen, E250 – azotyn sodu (niebezpieczny, szkodzi przy nadciśnieniu), E450 – fosforany (niebezpieczna, zakłóca trawienie), E331 – cytrynian sodu, E451 – trifosforany (może nasilać osteoporozę i powodować problemy metaboliczne), E452 polifosforany, E301 – askorbinian sodu, E316 – izoaskorbinian sodu, E621 – glutaminian sodu (substancja silnie uczulająca i uzależniająca, przyczynia się do migrenowych bólów głowy, astmy, bólów żołądka, kołatania serca, nadmiernej potliwości, podwyższa ciśnienie krwi, ma negatywny wpływ na układ nerwowy i mięśniowy, zwiększa ryzyko wystąpienia otyłości, może podrażniać układ oddechowy, przyczynia się do pogłębiania choroby Alzheimera). Panie Henryku, nie polubimy się.



16. Sałatka lisner "Jak u mamy"

Sałatka z dopiskiem “jak u mamy” sprawia, że patrzymy na nią łagodniejszym okiem, niestety znów błąd. Benzoesan sodu, sorbinian potasu, guma guar, guma ksantanowa, ocet spirytusowy, regulatory kwasowości: octany sodu i kwas mlekowy, skrobia modyfikowana. A teraz pomyśl, który z w/w składników dodał(a)byś do sałatki zrobionej przez Twoje zacne ręce, w Twojej kuchni? Żaden, otóż to.



17. Baton fitness cookies & cream taste

Tu jest niezły rollercoaster: syrop glukozowy, cukier (x2 w "płatkach" i ciasteczkach), ekstrakt słodowy jęczmienny, sub.utrzymujące wilgoć (glicerol, sorbitole), olej palmowy (zawiera ok. 50% nasyconych kwasów tłuszczowych, bardzo niekorzystnych dla naszego organizmu, powodujące wiele schorzeń) i słonecznikowy, syrop cukru inwertowanego, sub.spulchniająca (węglany amonu), kwas cytrynowy, fosforany sodu, melasa cukru trzcinowego, przeciwutleniacz (mieszanina tokoferoli), maltodekstryna, barwnik: węgiel roślinny. Baton chwali się wzbogaceniem o witaminy, które przez wcześniej wymienioną śmietankę towarzyską, zostają bez wątpienia "wbite w glebę". 



18. Pasta kanapkowa

Pasta kanapkowa, to prosta, szybka, zdrowa forma urozmaicenia naszej kanapki, o ile jest zdobiona przez nas. Ta tutaj nie świeci dobrym przykładem. Ocet spirytusowy, guma guar i ksantanowa, kwas cytrynowy, sorbinian potasu, benzoesan sodu, pomimo obecności cukru dołożona sub.słodząca – sacharyny. W każdej z tych past, bez względu na smak, obecne są te składniki.



19. Belriso karmel

Deser ryżowy w dzieciństwie wcinał chyba każdy. Takie pozytywne skojarzenie może sprawić, że automatycznie dajemy taryfę ulgową takim kupnym alternatywom. Nie warto. Cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, mleko w proszku, syrop karmelowy, karagen, jaja w proszku, guma karob, skrobia modyfikowana. Od zwykłego batona różni się jedynie brakiem oleju palmowego.



20. Belriso waniliowe light

Dla porównania z w/w karmelowym. Różnica? W produkcie light cukier skoczył o 0,7g w górę. Miód malina, palce lizać.



21. Mleko kokosowe

Często towarzyszy mi w kuchni, jednak preferuję kupowanie tego produktu w sklepie ekologicznym. Dlaczego? Ponieważ ma w swoim składzie wodę i miąższ kokosowy. Tyle. Producent mleka widocznego na zdjęciu funduje nam niepotrzebny składnikowy balast: karboksymetyloceluloza, guma guar, polisorbat 60 (niebezpieczny, syntetyczny związek, powoduje nowotwory, niekorzystny wpływ na układ trawienny).


Nie wypisywałam sumiennie całego alfabetu składników z opakowań. Nie zgrywam też przed Wami specjalisty i przyznaję, że w sprawie niektórych substancji musiałam zapukać do drzwi Mr. Google i zadać parę pytań. Jednak nie wgłębiałam się w opisywanie wszystkich tych, które wymieniłam, ponieważ nie chodzi mi o męczenie Waszych ocząt teoretycznym bełkotem. Moim celem było pokazanie, ile niepotrzebnych rzeczy wciska się do jedzenia, a tym samym w nasze żołądki.

Czy do soku zrobionego w domu dorzucicie dla funu kwas cytrynowy i syrop glukozowo-fruktozowy? Czy dając dziecku szklankę wody doprawicie ją trzema rodzajami cukru? Czy do deseru wsypiecie dziecku skrobię modyfikowaną (pomimo tego, że to podobno naturalna pochodna skrobi ziemniaczanej lub kukurydzianej, a określenie modyfikowana określa ponoć sposób produkcji, a nie modyfikacji genetycznej), gumę karob (zmielone nasiona drzewa chlebowca świętojańskiego) i karagen na dokładkę? Czy sałatkę domową doprawicie octem spirytusowym, dorzucając benzoesan sodu? A piekąc ciastka zbożowe użyjecie oleju palmowego, spulchniaczy, barwników i wiadra cukru? Zakładam, że nie.

Nie wiem jak Was, ale mnie nie obchodzi to, że niektóre z substancji, (nawet te, na których nazwach można oczy połamać), są rzekomo pochodzenia naturalnego i nieszkodliwe - ponoć. Osobiście nie czuję potrzeby, aby futrować mój organizm czymś, co nie jest mu kompletnie do życia potrzebne.

Pytasz: “Wariatko, to co ja mam jeść ?!”. Dania, nad którymi możesz sprawować maksimum kontroli. Wszystko to, co usiądzie na Twoim widelcu zleży od Ciebie i Twoich wyborów. Zdrowa, dobra jakościowo żywność nie wyginęła razem z dinozaurami. Potrzeba tylko trochę naszego zaangażowania, aby ją wybierać.

Żyjemy w czasach, gdzie ilość stanowi priorytet, a jakość niestety schodzi na dalszy plan. Dlatego grajcie w otwarte karty ze spożywaną żywnością. Pamiętajcie, że im mniej wymienionych składników na etykietach, tym lepiej. Niech słowa klucz tj. fit, fitness, “dla dzieci”, pełnoziarniste, “jak u mamy, babci, cioci piąta woda po kisielu”, nie przesłaniają Waszej jasności umysłu. One dość często odgrywają rolę chwytu marketingowego, mającego za zadanie zdobyć zaufanie konsumenta i sprawić, aby bez zastanowienia sięgał po taki pseudo zdrowy produkt.

Nie róbcie zakupów podczas, gdy głód Wam pępkiem wychodzi. Jesteście wtedy narażeni na kuszenie zbędnymi produktami (bo promocja, wielka paka, gratisy). "Na głodzie" można mimowolnie łapać za niezdrowe produkty, a ostatnią rzeczą o jakiej się myśli, to czytanie etykiety. Przyciągające uwagę kolorowe opakowania lub znane marki, nie zawsze są wyznacznikiem jakości. Często okazuje się, że na etykietach szaleje wolna amerykanka. Róbcie listę potrzebnych produktów, ograniczycie ryzyko kupowania "na zapas", a przy tym oszczędzicie czas.

U wielu z Was zdanie to może wywoływać mdłości i przewracanie ze znudzenia czami, ale powtarzać i tak będę jak mantrę: zanim wrzucisz produkt do koszyka, zapoznaj się z treścią "ulotki" dołączonej do opakowania, by nie musieć w przyszłości nagminnie konsultować się z lekarzem i farmaceutą.

Kurtyna.

21 komentarzy:

  1. Trafiłam na Twój blog przypadkiem, zaczynając od tego artykułu i powiem szczerze, że zostanę tu na dłużej :) Wiele razy starałam się wprowadzić w życie zdrowie odżywianie, ale bardzo szybko tracę zapał i się poddaję, zostawiając wszystko, co później się objawia ogromnym efektem jojo :( Dietetyk dobrze, ale wiem że to pochłaniają bardzo dużo pieniędzy, a ja niestety mam rodzinę i nie mogę sobie na to pozwolić :( Chciała bym, aby ktoś ze mną walczył, poprowadził tj. za rękę. Z niecierpliwością czekam na dalsze posty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach! Jak mi miło, że się u mnie zadomowisz :) Pamiętaj proszę, że wszelkie zmiany wprowadzane stopniowo, zawsze kończą się sukcesem. Nie można wywierać na sobie presji, ponieważ stres nie jest dobrym sprzymierzeńcem. Wszystkie działania, które robimy dla siebie (bliskich), w kierunku zdrowia, mają nas cieszyć i być przyjemnością :) Życzę Ci wytrwałości i wiary w siebie. Jeśli mój blog choć w minimalnym stopniu będzie Ci pomocny - to dla mnie ogromna nagroda i motywacja do dalszego pisania :) Pozdrawiam !

      Usuń
  2. Super artykuł. dawno już przestałam kupować sklepowe słodycze, napoje i niektóre produkty, Moja lista zakupowa zmieniła się diametralnie. Mleko kokosowe, dżemy, granolę i wiele innych dostępnych produktów robię sama. Jestem świadomym konsumentem. Raz na jakiś czas skuszę się na chemiczne cudo w postaci wafelka lub batonika, choć wolę domowe ciasto;) Najbardziej wkurza mnie fakt, że dbam o siebie ale inni już o mnie nie dbają. Lubimy z narzeczonym wyjść na jakiś czas na "randkę" np. kolację. Niestety w większości przypadków kończy się taki wypad niestrawnością. W domu dbasz o siebie a płacąc w restauracji za danie w gratisie dostajesz rozstrój żołądka bo w części knajp właściciele patrzą na cenę a nie na jakość produktu :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Niestety, nie mamy wpływu na to, co zafunduje nam restauracja. Jednak bardzo dobrze, że na co dzień dbasz o siebie i masz wszystko pod kontrolą :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Super post, czasami i mi z lenistwa zdarzało się złapać na produkty typu "light", na szczęście tylko w kryzysowych sytuacjach ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Omijaj proszę produkty light szerokim łukiem. W większości (jak nie wszystkie) to sam cukier (lub chemiczne słodziki), produkty bez żadnych wartości odżywczych. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  4. Twój post upewnia mnie w moich wyborach - zawsze czytam etykiety, gdy spotykam nieznany składnik - sprawdzam w aplikacji co to jest, produktów opisanych w Twoim poście nigdy nie wrzucam do koszyka. Moje dzieci poję wodą, ze słodyczy najchętniej daję im bakalie (te dobre bakalie, a nie z siarką i innymi głupimi składnikami), wędliny kupuję rzadko, mało ale dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się ogromnie, gdy czytam takie komentarze :) Wspaniale, że nie karmisz dzieciaczków sztucznościami, że mądrze i rozsądnie podchodzisz do zakupów :) p.s Jest taka aplikacja? Muszę ściągnąć koniecznie :) Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Witaj, fajnie mi się czytało tą serię artykułów kiwałam głową i przyznawałam Ci rację. Do momentu, aż zaczęłaś negować olej palmowy i pisać , ze rafinowany olej kokosowy ma zachowane wszystkie swoje wartości zdrowotne. Proszę, poczytaj dr Bruce'a Fife, zwanego również dr. Kokosem :) Olej palmowy jest zdrowy, stanowi bogactwo chociażby Wit. E. A od rafinowanych tłuszczów trzymałabym sie z daleka, jak i od mleka pasteryzowanego. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj :) Informacja o zachowanych składnikach odżywczych w rafinowanym oleju kokosowym tyczy się tylko i wyłącznie produktu, który widnieje na zdjęciu, czyli oleju firmy KTC. Czytałam dużo na temat tego oleju (kupuję go od jakiegoś czasu) i rzeczywiście to prawda. Rafinowany w tym przypadku to złe określenie, olej został po prostu pozbawiony zapachu metodą, która nie uszczupla jego wartości. Olej palmowy nierafinowany jest ok (z tego co wiem) jednak w produktach najczęściej wrzucany jest ten najgorszy, czyli olej palmowy rafinowany (utwardzony), a to zmienia postać rzeczy. Chętnie przeczytam, dziękuję. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  6. Lubię, gdy ktoś się mądrali w oparciu o wiedzę z gazet. Oliwki czarne i oliwki zielone, to dokładnie TE SAME OLIWKI!!! Ten owoc cechuje fakt, że nadaje się do spożycia na każdym etapie dojrzewania. W związku z tym, czarne oliwki to w pełni rozwinięty i dojrzały owoc a zielone po prostu zebrany wcześniej. Podobnie z innymi "odcieniami" tego owocu. A wystarczyło zajrzeć tu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Oliwka_%28ro%C5%9Blina%29

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Etapy dojrzewania oliwek nie mają żadnego wpływu na fakt, że producenci ładują do czarnych oliwek barwnik/wzmacniacz koloru tj. glukonian żelazawy. :)

      Usuń
    2. Tak, tak, straszny glukonian żelaza
      http://www.pfm.pl/artykuly/pozyteczny-e579/444

      Usuń
  7. Trochę prawdy a trochę głupiutkiego gadania. Zgadzam się jak najbardziej z ideą jedzenia zdrowych, możliwie jak najmniej przetworzonych rzeczy i odstawiania tego, co rzekomo zdrowe na pierwszym miejscu ma w składzie cukier. ALE nie czepiałabym się dodatku nie których substancji chemicznych, jak np kwasów organicznych (sami je wytwarzamy..), czy związków które w dużej ilości szkodzą - bo to straszna bzdura, sól w dużej ilości albo kofeina też prowadzą do śmierci. Natomiast sposób pozyskiwania jest mało istotny, bo i tak są bardzo mocne obostrzenia odnośnie substancji chemicznych wprowadzanych do pożywienia, ich czystośc musi być bez zastrzeżeń. Ale powtórzę się - sama idea jest dobra, i ciastka można upiec samemu, jogurt zrobić z miksowanego naturalnego i owoców itp i to jest faktycznie lepsze i zdrowsze, a przede wszystkim my kontrolujemy co jest w środku i czym słodzimy (lub nie)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre substancje wciskane do jedzenia pozostają dla mnie, póki co, zagadką. Każdy z nas ma wybór. Osobiście wolę unikać substancji szkodliwych, skoro jest możliwość sięgania po zdrowsze produkty, albo wybierania drogi "zrób to sam", co preferuję i trąbię o tym dość często. Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Świetny artykuł :) Ach te nieszczęsne ulotki, nie chce się ich czytać, ale ... każdy z nas musi odpowiedzieć sobie na pytanie: Co jest dla mnie i mojej rodziny najważniejsze? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, każdy powinien spojrzeć na sprawę indywidualnie i tak jak piszesz, odpowiedzieć na pytanie co jest najlepsze dla nas i naszych najbliższych :) Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Idea w porządku, jednak wypadałoby trochę bardziej wgłębić się w temat substancji dodawanych do żywności i nie mam tu na myśli pierwszego wyniku w Google. Trochę nie rozumiem np. nagonki na karob (mączka chleba świętojańskiego). Karob można nazwać zamiennikiem kakao, nie uczula, nie powoduje migren, ma wiele cennych witamin i minerałów, a znany jest od bardzo dawna (opisany nawet w Biblii).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ugryzłam temat znacznie szerzej niż sugerujesz :) Na karob nie robię żadnej nagonki. To substancja którą wymieniam, bo widnieje w składzie części produktów. Osobiście nie dorzuciłabym gumy karob do deseru przygotowanego w domu i nie czuję potrzeby jej spożywania, nawet jeśli jadł ją sam Jezus ;) "(..) Czy do deseru wsypiecie dziecku skrobię modyfikowaną (pomimo tego, że to podobno naturalna pochodna skrobi ziemniaczanej lub kukurydzianej, a określenie modyfikowana określa ponoć sposób produkcji, a nie modyfikacji genetycznej), gumę karob (zmielone nasiona drzewa chlebowca świętojańskiego) i karagen na dokładkę? (..) Zakładam, że nie" oraz "Nie wiem jak Was, ale mnie nie obchodzi to, że niektóre z substancji, (nawet te, na których nazwach można oczy połamać), są rzekomo pochodzenia naturalnego i nieszkodliwe - ponoć. Osobiście nie czuję potrzeby, aby futrować mój organizm czymś, co nie jest mu kompletnie do życia potrzebne." Odpowiadam fragmentami mojego tekstu nie z lenistwa, tylko tak naprawdę wszystko wyjaśniam w artykule. To moje podejście, moje spojrzenie na sprawę, nie każdy musi się z tym zgadzać. Pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Świetny artykuł i oby więcej takich. Imponuje mi, że nie boisz się zamieszczać zdjęć produktów,po których można poznać producnetów - w gestii całego lobby spożywczo-farmaceutycznego leży niedoinformowanie i dezinformacja i nie zdziwiłbym się gdyby ktoś przyczepił się do takiego bloga. A komentarzami negatywnymi się nie przejmuje - większość ludzi to głupi ignoranci i jeżeli chcą się truć to ich sprawa, ale myślę że co najmnniej kilka osób zostanie uświadomiona taką choćby garstką informacji. pozdrawiam i czekam na więcej!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci ogromnie :) Wiesz, nie boję się zdrowej krytyki, ona też jest potrzebna. Jednak w niektórych komentarzach pod tym postem rejestruję ewidentną chęć wbicia mi szpilki w czuły punkt, a to już nie jest zdrowa krytyka tylko czysta złośliwość :) No ale, co zrobić.. :) Pozdrawiam!

      Usuń